facebook youtube twitter


Futbol Wyniki Wyślij nam wynik meczu
 

Kowalik: Przesiąknąłem filozofią Kasperczaka

Kowalik: Przesiąknąłem filozofią Kasperczaka

Awansował z Kmitą do drugiej ligi, został Najlepszym Trenerem Małopolski. Prowadził Polonię Warszawa i Zagłębie Sosnowiec. Dziś pracuje na szczeblu regionalnym w Małopolsce. O swojej filozofii futbolu, ostatnim roku i planach na kolejny opowiada trener Jerzy Kowalik.

 

 

Jerzy Kowalik

W latach 1973-83 związany był z Wisłą Kraków, którą łącznie reprezentował 39 razy zdobywając dwie bramki. Po opuszczeniu Krakowa grał jeszcze dla Szombierek Bytom i Górnika Wałbrzych. W 1987 roku związał się na niemal dziesięć lat z Hutnikiem Kraków, z którym po trzech latach awansował do pierwszej ligi (wtedy odpowiednik dzisiejszej ekstraklasy).  W 1996 roku Kowalik zakończył profesjonalną przygodę z piłką, ale przez kilka kolejnych lat można go było oglądać na boiskach w barwach Lubania Maniowy. W 1996 roku rozpoczął pracę jako trener. Pierwszym jego klubem był Górnika Wieliczka.  Po roku trafił na trenerską ławkę w Wiśle Kraków, początkowo jako asystent Wojciecha Łazarka, by pod koniec sezonu 1997/98 po odejściu Łazarka samodzielnie prowadzić drużynę. Po zatrudnieniu w Wiśle Franciszka Smudy, Kowalik objął stanowisko drugiego trenera. W rundzie wiosennej sezonu 1998/99 Kowalik szkolił wiślacką młodzież, zaś w rundzie jesiennej kolejnego sezonu wrócił ponownie na stanowisko pierwszego trenera pierwszej drużyny. Po sezonie 1999/2000 Kowalik opuścił Wisłę i prowadził krakowskiego Hutnika, z którym awansował do II ligi.  Kiedy przy Reymonta pojawił się Henryk Kasperczak, Kowalik wrócił do Wisły zostając jego asystentem i trenerem trzecioligowych rezerw. W czerwcu 2005 roku za namową Henryka Kasperczaka odbył staż we francuskim Saint-Etienne. Z początkiem sezonu 2005/2006 Kowalik został trenerem Kmity Zabierzów, z którą awansował do II ligi (wtedy odpowiednik dzisiejszej I ligi). Wybrano go wówczas najlepszym trenerem Małopolski. Później poprowadził Polonię Warszawa, Nidę Pińczów, Zagłębie Sosnowiec, Kolejarza Stróże i Pcimianki. W styczniu 2018 roku rozpocznie pracę w MKS Trzebinia.

 

Bilans Trenera Jerzego Kowalika w rundzie jesiennej (Pcimianki Pcim)

6 miejsce w tabeli. 27 punktów. 9 zwycięstw (w tym 8 pod rząd !!!) i 6 porażek.


Wojciech Tracz: - Przed sezonem Pcimianka była upatrywana jako jeden z kandydatów do spadku, a Pan praktycznie zapewnił jej utrzymanie. Czy w chwili obejmowania stanowiska spodziewał się Pan aż tak dobrych wyników? Czy były jednak pewnego rodzaju zaskoczeniem?


Jerzy Kowalik:
- Faktycznie Pcimianka utrzymała się dzięki temu, że awans do 3 ligi wywalczyli Wiślanie Jaśkowice. Po dłuższej przerwie nosiłem się z zamiarem powrotu do pracy trenera. Bodźcem do powrotu były namowy mojego znajomego Zbyszka z Pcimia, który jest tam jednocześnie sponsorem Pcimianki. Po rezygnacji z pracy trenera Grzegorza Staszewskiego (25-07-2017 przejście do Cracovii na stanowisko asystenta trenera Michała Probierza), otrzymałem propozycję objęcia drużyny z Pcimia. Przed podjęciem decyzji zdążyłem obejrzeć tylko jeden mecz drużyny z Limanovią. Nie miałem wielkiego pola manewru jak chodzi o kadrę, musiałem zaakceptować ją taką jaką była, ponieważ była ona przygotowywana przez kogoś innego. Mnie udało się do zespołu pozyskać bramkarza Konrada Napieralskiego i Chaikh'a Niane . Być może moglibyśmy lepiej rozpocząć ligę, gdybym miał możliwość poświęcić pracy z drużyną jeszcze ze dwa tygodnie więcej. Dwa pierwsze mecze z Dalinem i Orłem pozostawiły niedosyt ponieważ z Dalinem graliśmy jedną z najlepszych pierwszych połów w tej rundzie. Gdyby udało się wykorzystać dwie dwustuprocentowe sytuacje (Fall i Sołtys), mecz miałby zupełnie inny przebieg. W drugiej odsłonie zadecydowały błędy indywidualne. Zdecydowałem się wtedy na zmianę krycia w defensywie ze strefowego na indywidualne, co przyniosło efekty w przełomowym dla nas meczu z Węgrzcami. Największym dla mnie zaskoczeniem było to, że znalazłem zespół bardzo dobry piłkarsko, z którym szybko znalazłem wspólny język co przełożyło się na wysoką frekwencję na treningach (95%). Mając od 17-19 osób na każdym treningu mogłem realizować wszystko co zaplanowałem.

 

- Niezależni obserwatorzy twierdzili, że pod koniec rozgrywek mieliście kiepskie warunki do treningów, a wasza płyta główna również nie pomagała drużynie chcącej operować piłką ?

 

- Na pewno muszę się z tym zgodzić. Kiepskie warunki pojawiły się już pod koniec deszczowego września, co sprawiło że prawie w ogóle nie trenowaliśmy na boisku, tylko na małym orliku w Kasince Małej (10 km za Pcimiem w kierunku Zakopanego). W tygodniu przed meczem z Hutnikiem trenowaliśmy na śniegu. Najlepsze warunki były w okresie lipca i sierpnia, kiedy młodsze grupy wyjechały na obozy piłkarskie i mieliśmy płytę główną prawie wyłącznie do własnej dyspozycji. Pomimo, że mieliśmy rosłych zawodników, było nam bardzo trudno pracować nad stałymi fragmentami gry mając do dyspozycji małego orlika.

 

- Trenerzy zazwyczaj tego nie robią ale nie da się ukryć że postronni obserwatorzy często wspominali o bardzo dobrej postawie takich zawodników jak Konrad Napieralski, Cheikh Niane, Kacper Sołtys i Bartek Chlebda. Jakich zawodników mógłby Pan wyróżnić w drużynie ?

 

- Generalnie w każdej formacji miałem bardzo dobrych zawodników, bardzo dobrze graliśmy na 1-2 kontakty. Czasami buduje się zespół dwa-trzy lata, ale pomimo krótkiego okresu czasu udało się nam stworzyć zespół. Poczynając od bramkarza, który w ciężkich meczach bronił nam praktycznie wszystko, idąc dalej Nowak i Kwiecień, Poniedziałek trzymali grę w defensywie. W pomocy udało się pozyskać Niane, który przyszedł tu grać specjalnie dla mnie z czego się bardzo cieszyłem, bo przecież znaliśmy się jeszcze z Kolejarza Stróże, Kmity. Niane bardzo pozytywnie się zmienił (schudł 14 kilo). Oprócz Niane doskonale spisywał się Mateusz Dąbrowa i ofensywny Fall Ousseynou. Pomoc grała bardzo dobrze, potrafiła przytrzymać piłkę, rozegrać. Na bokach grę ciągnął nam Bartek Chlebda, a w ataku Kacper Sołtys, którego niestety zabrakło pod koniec rundy (czerwona kartka)

 

- Największą niespodzianką według kibiców było pokonanie na wyjeździe faworyzowanej i doświadczonej Unii Oświęcim z Maciejem Iwańskim w składzie i to w stosunku (4:1) czy też bardzo solidnej Jutrzenki Giebułtów (2:1), również na wyjeździe. Czy zgadza się Pan z tą opinią i czy to właśnie te zwycięstwa były najcenniejsze?

 

- Najcenniejsze było zwycięstwo z Węgrzcami, ponieważ pierwsze dwa mecze przegraliśmy i przed trzecim meczem w klubie była odczuwalna presja. Pod kątem mentalnym, przełamanie się było dla nas bardzo ważne i od tego momentu rozpoczęła się nasza zwycięska passa. Bardzo trudnym meczem był również mecz z Orłem Ryczów. Zwycięstwo na trudnym terenie w Oświęcimiu bardzo podbudowało morale drużyny. Na koniec jeszcze chciałem dodać, że w tej rundzie graliśmy u siebie jedynie 5 meczów, a pozostałych 10 na wyjazdach.

 

- Największym rozczarowaniem dla kibiców była porażka z Iskrą Klecza i to u siebie w stosunku 2:3. Dostaliście wtedy czerwone kartki w 52 min (Mateusz Kubik), a następnie zaraz po zdobyciu bramki na 2:3 w 90 minucie Kacper Sołtys. Nie wykorzystaliście również rzutu karnego. Czy to był wasz najsłabszy mecz ?

 

- Spodziewałem się tego, że kiedyś ta seria (8 zwycięstw z rzędu) musi się zakończyć i bałem się tego meczu. W pewnym momencie przestaliśmy być anonimowi. Zagraliśmy słabszy mecz. Rozegraliśmy go bardzo głupio bo nie dość, że od 52 minuty graliśmy w dziesiątkę goniąc wynik, to. w końcówce meczu przy stanie 1-3 Sołtys zdobył bramkę kontaktową (2-3), chciał wyciągnąć piłkę z siatki, ale doświadczony i sprytny bramkarz z Kleczy w przepychance o piłkę zasłonił piłkę, rzucił się z nią i arbiter był przekonany, że bramkarz został uderzony. Sołtys musiał opuścić boisko. Przed meczem przestrzegałem piłkarzy przed podobnymi sytuacjami, ale stało się i myślę, że Sołtys miał z tego nauczkę na przyszłość. Reasumując nie dość, że przegraliśmy mecz to straciliśmy dwóch zawodników. Po meczu było ciężko, ale pozbieraliśmy się na mecz w Olkuszu i tam pokazaliśmy charakter. Sytuacja kadrowa w tym meczu była na tyle trudna, że zostałem wtedy sam na ławce (tego dnia na ławce nie było nawet kierownika). W tym meczu mieliśmy wiele szczęścia i na pięć minut przed końcem zdobyliśmy zwycięską bramkę. Na tej nieprzewidywalności polega właśnie piękno piłki.

 

- Wynik z Hutnikiem mógłby wskazywać na dużą różnicę, jednak do 38 minuty pomimo utraty bramkarza Napieralskiego za czerwoną kartkę Hutnik nie umiał znaleźć sposobu na zdobycie bramki?

 

- Gdyby w prześledzić relację z tego meczu, to można by powiedzieć, że przed jego rozegraniem byliśmy bardzo osłabieni kadrowo. Na mojej ławce miałem chłopaków po 17 i 18 lat, którzy o godzinie 11-stej przed południem grali mecz juniorów starszych w Sułkowicach i przyjechali na mecz po 45-minutowym występie nawet nie zmieniając strojów, a Hutnik miał tak mocną ławkę, że podczas piątej zmiany na boisko wchodził doświadczony Marcin Makuch. Sytuacja była na tyle kryzysowa że gdyby wypadł ktoś w pierwszej połowie z rezerwowego składu to nie miałbym jedenastego zawodnika. Mecz ułożył się fatalnie bo w 38 minucie straciliśmy bramkarza Konrada Napieralskiego (czerwona kartka) i mieliśmy tego dnia za mało argumentów na Hutnika. Po meczu wyjaśniliśmy sobie, że lepszym rozwiązaniem dla nas byłoby stracenie bramki niż bramkarza, ale nie mieliśmy do niego pretensji bo bardzo dużo zawdzięczamy mu w tej rundzie. Do tego tak jak już wcześniej wspominałem nie mieliśmy gdzie trenować, a Hutnik dysponuje aktualnie wspaniałą bazą, której bardzo im zazdroszczę.

 

- Pomimo tych wszystkich kłopotów mecz mógł mieć odmienny przebieg. W okolicach 30 minuty Adrian Siatka z Hutnika napomniany wcześniej przez arbitra żółtą kartką dość zdecydowanie faulował zawodnika Pcimianki, za co zdaniem wielu obserwatorów powinien był zobaczyć drugi żółty kartonik. Skończyło się jednak na reprymendzie od kolegów z drużyny.

 

- Nie mam o to pretensji do arbitra. Prawda jest taka, że gdybyśmy grali w jedenastu zawodników i bylibyśmy w optymalnym składzie, tanio skóry byśmy nie sprzedali. Oczywiście zależało mi na tym, żeby pokazać się z dobrej strony Hutnikowi, ale patrząc na skład personalny Hutnika w którym trener Janiczak miał dylemat w wybraniu najlepszej 18-stki meczowej, a tak jak wcześniej wspomniałem bałem się, żeby dograć bez dalszych strat osobowych co najmniej do przerwy. Brakło też naszego jedynego napastnika Kacpra Sołtysa.

 

- W czerwcu 2015 roku po niespodziewanej rezygnacji Andrzeja Paszkiewicza, został Pan  zaproszony do rozmów przez Zarząd Hutnika. Jeżeli dobrze pamiętam na początku lipca, tuż przed rozpoczęciem przygotowań. Ostatecznie Hutnika poprowadził Mateusz Staniec.

 

- Tak, to prawda. Prowadziliśmy takie niezobowiązujące rozmowy. Był taki temat. Gdyby to było odrobinę później to wtedy pewnie sprawy ułożyłyby się inaczej, ale w tym czasie byłem związany biznesowo. Wybrano wtedy inne rozwiązanie.

 

- Czy Jerzy Kowalik jako trener jest bezkompromisowy tak jak wyniki Pcimianki (wszystko albo nic)?

 

- Jest takie powiedzenie "Jeżeli nie możesz wygrać to zremisuj". Ja zawsze uważałem, że gramy o pełną pulę czyli o 3 punkty i taką filozofię udało mi się zaszczepić drużynie. Tak naprawdę mało brakowało, żebyśmy zremisowali z Wiślanką Grabie, bo to był taki głupio przegrany mecz. Mogliśmy się też pokusić o remis w meczu z Orłem Piaski Wielkie czy też z Iskrą Klecza, ale tak się złożyło, że nie zremisowaliśmy. Trochę też chyba jestem przesiąknięty filozofią trenera Henryka Kasperczaka, który uważał że czasem coś z tyłu można stracić, ale najważniejsze żeby grać do przodu, ofensywnie. Dlatego też uważam, że zawsze trzeba dążyć do tego co jest najpiękniejsze w piłce czyli zdobycia bramki. Owszem widziałem też ładne mecze remisowe na 0:0, ale mam tak zakodowane, że zawsze gram o zwycięstwo.

 

- Wedle jakiego wypracowanego schematu prowadzi Pan swoje zespoły jeżeli chodzi na przykład o taktykę, filozofię gry? Czy dobiera Pan odpowiednie rozwiązania do konkretnego zespołu ludzkiego jaki jest do dyspozycji?

 

- Na samym początku staram się zespół poznać. Najważniejsze dla mnie jest to co prezentuje piłkarsko. Zawsze mam taki swój trening, gdzie są ćwiczenia z grą na 1-2 kontakty i wtedy staram się zdiagnozować na ile zespół jest zaawansowany technicznie. Bo jeżeli zespół jest słaby technicznie to możesz dać najmniej zaawansowane zadanie i może ono nie wyjść. W Pcimiance miałem szczęście i od razu zauważyłem, że zespół ma spory potencjał piłkarski. Wiedziałem, że jeżeli pewne rzeczy poćwiczymy, to będziemy mogli iść szczebel wyżej i wtedy będę się starał przekazać zespołowi swoją filozofię gry. Zawodnicy mnie zrozumieli i dzięki temu mogłem liczyć na wysoką frekwencję na treningach. Jestem zadowolony z tego co udało się nam osiągnąć, chociaż uważam że udało mi się zrealizować zaledwie 50% z tego co chciałem.

 

- Jak układała się współpraca z Zarządem i Prezesem Pawlikiem?

 

- Po pierwszych dwóch meczach, niestety porażkach - Prezes kręcił nosem, a sponsor był delikatnie załamany. Potem przyszły zwycięstwa i atmosfera się poprawiła, choć nie zawsze zgadzaliśmy się w Prezesem w niektórych kwestiach. Najtrudniejsze były dla mnie sprawy organizacyjne. Po początkowym okresie letnim, gdzie mieliśmy pełny dostęp do boiska, w późniejszym okresie musieliśmy dzielić boisko z jedenastoma innymi grupami młodzieżowymi. Dostęp do boiska mieliśmy dopiero po godzinie 19-stej. W późniejszym okresie kiedy wcześniej robiło się ciemno mieliśmy do dyspozycji tylko jedną słabo oświetloną połowę boiska. Na dobrze oświetlonym małym orliku, jak już wcześniej wspominałem nie można było zrealizować wszystkich ćwiczeń. Prosiliśmy o możliwość trenowania od czasu do czasu na pełnowymiarowym boisku Dalinu w Myślenicach, ale ostatecznie nie udało się dopiąć tej sprawy. Klub ma spory potencjał, ale w przyszłości musi powalczyć o sztuczną dobrze oświetloną nawierzchnię.

 

- Po serii rewelacyjnych wyników zaczęły spływać propozycje z innych klubów, w tym z MKS Trzebinia, który poprowadzi Pan wiosną? Nieoficjalnie mówiło się, że może Pan odejść nawet w trakcie rundy, jak na prawdę wyglądała sytuacja?

 

- Tak, to prawda. Miałem kilka propozycji, ale ja osobiście uważam, że jeżeli podałem dłoń Prezesowi i zadeklarowałem się podjąć pracy to uważałem, że muszę sprawę doprowadzić do końca. Spotkałem się również z Prezesem MKS Trzebinia Panem Jackiem Augustynkiem i powiedziałem, że jestem otwarty ale sprawę współpracy musimy odłożyć do ostatniego meczu Pcimianki w rundzie jesiennej. Myślę, że gdybym chciał odejść wcześniej to znalazłbym wspólny język z Zarządem i Prezesem Pcimianki, ale nie chciałem zostawić zespołu, z którym się bardzo dobrze czułem. Jak zapowiedziałem tak też się stało.

 

- Kiedy udało się dopiąć sprawę umowy w Trzebini?

 

-  Do obecnej chwili jeszcze nie dopięliśmy wszystkich szczegółów. Na razie jeszcze niczego nie podpisałem, a sprawa poszła w eter i teraz byłaby bardzo niezręczna sytuacja, gdyby nic z tego nie wyszło. Jestem jednak przekonany, że to tylko kwestia czasu.

 

- Czy obserwował Pan drużynę po otrzymaniu propozycji i jakie były pierwsze wrażenia? Czy odbyło się już jakieś spotkanie organizacyjne z drużyną i czy ma Pan już wstępne rozeznanie w potencjale zespołu?

 

- Przed podjęciem decyzji miałem ten komfort, że mogłem obejrzeć zapis z dziewięciu meczów ligowych. Po ich obejrzeniu miałem swoje spostrzeżenia i chciałem je omówić z Zarządem. Kilku zawodników występujących w Trzebini znam z rozgrywek Regions’ Cup. Z drużyną na razie się nie spotkałem i prawdopodobnie nastąpi to dopiero po Nowym Roku.

 

- Czy można się spodziewać jakiś zmian w składzie / transferów czy też obejdzie się bez rewolucji?

 

- Na pewno obejdzie się bez rewolucji, ponieważ uważam, że obecny zespół ma spory potencjał Chciałbym dokonać dwóch zmian, które możemy nazwać retuszem.

 

- Jaki jest cel minimum na rundę wiosenną?

 

- Planem minimum jest utrzymanie, ale ja osobiście chciałbym, żeby w obecnych rozgrywkach drużyna ulokowała się bezpiecznie w środku tabeli.

 

- Dziękuję za poświęcony czas i trzymam kciuki !

 


- Ja również dziękuję za rozmowę i korzystając z okazji chciałem podziękować Waszej Redakcji za możliwość wykorzystania Waszych materiałów filmowych. Chciałem również Wam i wszystkim czytelnikom Futbol-Małopolska życzyć Wesołych Świąt, Szampańskiego Sylwestra i Wszelkiej Pomyślności w Nowym 2018 roku.




ZOBACZ TAKŻE:




Źródło: Wojciech Tracz

Dodano: 2017-12-15 16:27:53


wywiad  Jerzy Kowalik 

Komentarze


I liga oldbojów (Kraków)

Garbarnia Kraków
2:1
Grębałowianka Kraków
15.10.2018
19:30
Cracovia Kraków
6:1
Clepardia Kraków
15.10.2018
19:00
Orzeł Piaski Wielkie
7:1
Prokocim Kraków
15.10.2018
16:15
Hutnik Kraków
2:2
Wisła Kraków
15.10.2018
16:15
Opatkowianka Opatkowice
3:4
Dąbski
15.10.2018
16:15

II liga oldbojów (Kraków)

Prądniczanka Kraków
3:1
Strzelcy
15.10.2018
16:15
Armatura Kraków
1:0
Borek Kraków
15.10.2018
16:15
Zwierzyniecki Kraków
2:4
Wanda Kraków
15.10.2018
16:15
Krakus Swoszowice
3:0 v.o.
Wieczysta Kraków
15.10.2018
16:15
Victoria Kobierzyn
2:5
Tyniec Kraków
15.10.2018
16:15

Centralna Liga Juniorów

Korona Kielce
:
Wisła Kraków
17.10.2018
12:00

I liga futsalu (południe)

Berland OSiR Komprachcice
:
Maxfarbex Buskowianka Busko Zdrój
17.10.2018
19:30