facebook youtube twitter


Futbol Wyniki Wyślij nam wynik meczu
 

Bielewicz: Panie Edku - ratuj!

Bielewicz: Panie Edku - ratuj!

Nadszedł czas na wywiad z Edwardem Bielewiczem. Osobą znaną, lubianą i szanowaną w małopolskiej piłce, a rozpoznawalną w całym kraju. Zawodnik małopolskich klubów Hutnika i Cracovii, a także trener wielu zespołów z regionu. Mistrz Polski ze Stalą Mielec z roku 1976. Można by pisać wiele. Jednym zdaniem: "Osoba do tańca i różańca". 

 

 

Przed udzieleniem wywiadu, pozwoliłem sobie przejść na "Ty" z Panem Edwardem (za Jego zgodą), co pozwoli na luźniejsze pisanie oraz czytanie zapewne. 
 
- Witam. Co u Ciebie słychać, jak Twoje zdrowie?

- Ja też serdecznie Ciebie witam. A więc tak. Na obecny czas jestem na emeryturze. Po zakończeniu profesjonalnej przygody z piłką i powrocie ze Stanów, trzeba było znaleźć receptę na nowe życie. Podjąłem więc pracę w hutniczym przedsiębiorstwie remontowym (hpr). Zakład ten "opiekował się" trochę Grębałowianką, stąd postanowiłem przedłużyć swoją przygodę z piłką, będąc grającym trenerem tego klubu. Moa praca w "hpr" trwała do 2003 roku, pracowałem przy remontach urządzeń hutniczych. Praca była bardzo ciężka, w trudnych warunkach, dlatego też w wieku 55 lat odszedłem na emeryturę. Jak widać na zdjęciu, zdrowie dopisuje i tylko tak trzymać (śmiech).
 
- Proszę mi powiedzieć, skąd bierze się Twoja popularność? Jeśli chodzi o osoby interesujące się piłką, powiem szczerze, że nie znam osoby, która by Cię nie znała.

- Jak sam na wstępie wspomniałeś, "osoba do tańca i różańca". Zawsze byłem i jestem człowiekiem otwartym, nie lubiącym konfiktów i szybko umiałem znaleźć wspólny język z ludźmi z którymi miałem przyjemność współpracować. 
 
- Urodziłeś się już trochę czasu temu w Bochni. Twoim pierwszym klubem był ROW Rybnik. Lata 1963-69 to sześć sezonów spędzonych w tym klubie. Jak wspominasz tamten czas, wchodzenie młodego zawodnika do dorosłej piłki? Skąd pomysł na rozwój piłkarski właśnie w Rybniku, w Krakowie klubów przecież nie brakowało?

- Urodziłem się w Bochni, ale do czternastego roku życia mieszkałem w sympatycznej miejscowości Nowy Wiśnicz. Po ukończeniu szkoły podstawowej, należało szukać recepty na życie. Ponieważ wcześniej paru kolegów wyjechało do szkoły górniczej do Rybnika, ja też podążyłem tym śladem i tam też odnalazłem się w klubie ROW Rybnik. W 1967 roku, z drużyn młodzieżowych awansowałem do pierwszego zespołu, a już w roku 1968 wywalczyliśmy awans do ekstraklasy. Niestety w lidze tej długo nie pograliśmy, gdyż po roku ponownie spadliśmy klasę niżej.

- Po przygodzie w klubie ROW, na pięć lat przeniosłeś się do krakowskiego Hutnika. Co sprawiło, że znalazłeś się na Suchych Stawach? Jak wspominasz tamten czas?

- Po spadku z Ekstraklasy, do ROW-u przyszedł były zawodnik Hutnika, który polecił moją osobę działaczom z Nowej Huty. W ten sposób znalazłem się w Hutniku, przekonując  włodarzy swoją postawą boiskową. To były naprawdę wspaniałe czasy w Hutniku. Mieliśmy bardzo dobry zespół, który dwa razy był bliski awansu do Ekstraklasy, jednak w każdym przypadku czegoś brakowało. Czas spędzony na Suchych Stawach wspominam bardzo miło.

- Po udanych występach w drużynie Hutnika, w roku 1974 trafiłeś do Stali Mielec. Drużyna w tamtym czasie naszpikowana była gwiazdami, jak odnalazłeś się w nowych piłkarskich realiach?

- W 1974 roku nastąpiła w Hutniku sportowa katastrofa. Zespół spadł niespodziewanie do niższej klasy, a ja skorzystałem z opcji działaczy Stali Mielec i wyjechalem do tego klubu. Rzeczywiście zespół Stali naszpikowany był gwiazdami, ale ja znałem tych zawodników już wcześniej z reprezentacji. Podczas pobutu w Hutniku występowałem w różnych kategoriach wiekowych w kadrze Polski. Było mi więc łatwiej znaleźć wspólny język z chłopakami.

- W roku 1976, Stal zdobyła tytuł mistrza Polski. Powiedz proszę, czy to wydarzenie uznajesz za swój największy sukces w piłkarskiej karierze, czy też były inne ważniejsze rzeczy niż samo trofeum?

- Był to niewątpliwie bardzo duży sukces piłkarski i duże wydarzenie w mojej przygodzie z futbolem. Nie zdobywa się przecież na codzień mistrzostwa Polski.

- Po występach w Stali, kolejnym przystankiem podczas przygody z piłką była Cracovia. Po trzech latach znów powrót do Krakowa i przywdziewanie tym razem koszulki w Pasy. Co zaważyło na tym, że postanowiłeś Mielec zamienić na Kraków?

- W 1977 roku moja córka poszła do pierwszej klasy szkoły podstawowej i to w dużej mierze przeważyło o powrocie do Krakowa. Ja grałem w piłkę w Mielcu, a moja rodzina mieszkała w Krakowie – ciężko było pogodzić te dwie sprawy razem... a że Cracovia budowała zespół na awans do II ligi skorzystałem z opcji transferu. 

- Jak dziś wspominasz pobyt w Cracovii w tamtym czasie?

- Był to naprawdę dobry czas w mojej przygodzie z piłką. W 1978 roku awansowaliśmy do II ligi, a ja dołożyłem swoją cegiełkę do tego sukcesu.

- Po czterech latach spędzonych w "Pasach", obrałeś ciekawy kierunek – mianowicie polonijny klub "Biały Orzeł Detroit". Skąd pomysł na tak niespodziewany kierunek w Twojej karierze? Czy był to czas, gdy łączyłeś granie w piłkę z pracą i kto namówił Cię na taki transfer?

- W 1981 roku, działacze "Białego Orła Detroit" zwrócili się do Cracovii z ofertą pozyskania mojej osoby, a ja skorzystałem z tej opcji i znalazłem się w Detroit. Był to czas raczej pracy, a po niej dwa razy w tygodniu treningi + weekendowy mecz. Trafiłem do Orła, kiedy ten występował w II lidze, jednak po roku awansowaliśmy do najwyższej ligi w Detroit. Za czasów mojego pobytu w klubie, zdobyliśmy dwukrotnie najważniejsze trofeum – mianowicie Puchar Michigan. 

- Bogatą piłkarską przygodę skończyłeś w Grębalowiance, jako grający trener. Był to wtedy na stałe już powrót do Polski?

- Jak wspominałem na początku, po powrocie ze Stanów w 1983 roku podjąłem pracę w "HPR" Kraków, którą godziłem jako grający trener w Grębałowiance. W tamtym czasie dwukrotnie awansowaliśmy z zespołem do klasy Okręgowej.

- Gdyby można było cofnąć czas i zacząć wszystko raz jeszcze. Co byś zmienił jeśli chodzi o przygodę z piłką?

- Odpowiem krótko. Nic bym nie zmienił.

- Gdy miałeś 33 lata zakończyłeś grę w piłkę. Czy była to trudna decyzja, czy też mając predyspozycje trenerskie, łatwiej było "zawiesić buty na kołku"?

- Podczas pobytu w Mielcu, ukończyłem kurs trenerski. Mając bogate doświadczenie z boiska a także podstawy do bycia trenerem było łatwiej w podjęciu takiej decyzji. Jak wiadomo biologii się nie oszuka i z czynnego piłkarza stałem sie trenerem.

- Zdradź proszę, któremu klubowi z Krakowa kibicujesz? Grałeś w Hutniku, Cracovii, Wisły zabrakło w CV...czy któryś z tych klubów szczególnie został Ci w sercu, czy też cieszą Cię sukcesy całej małopolskiej piłki?

- Jestem sypmatykiem wszystkich klubow z Krakowa. Od Dąbskiego po Wieczystą i Grębałowiankę. Przyznam jednak, że od dzieciństwa bardzo bliska mojemu sercu jest Cracovia i zawsze miałem dylemat, kiedy przyszło mi grać przeciw Pasom.

- Podczas przygody trenerskiej, zasiadałeś na ławce wielu klubów z małopolski. Człowiek z charakterem, ale też osoba wesoła, która te cechy umiała połączyć w jedno. Tak wiele osób Cię postrzega i wspomina... jak się do tego odniesiesz?

- Umiałem połączyć te cechy razem. Byłem wymagający, ale też kiedy trzeba było "włączyć" do tego wszystkiego zabawne sytuacje z mojego życia piłkarskiego, robiłem to. Zresztą sam widzisz, że nie mam zbyt wielu wrogów.

- A teraz kilka pytań standardowych z tego cyklu wywiadów: zacznijmy od pierwszego: Jaką mógłbyś dać receptę dla młodych piłkarzy, którzy w dzisiejszych czasach chcą osiągnąć sukces?

- Bacznie obserwuję wydarzenia piłkarskie w Polsce i Małopolsce. Naprawdę mamy bardzo zdolną młodzież, która dużo umie... w Polsce moim zdaniem nie ma jednak trenerów specjalistów, by uczyć chłopaków boiskowej postawy – w szerokim tego słowa znaczeniu. Za dużo jest teorii. Młodym pilkarzom życzę przede wszystkim zdrowia, wiary w siebie oraz w dążeniu do celu, nie poddawania się. Uprawiania wielu sportów uzupełniających a nie tylko gry w piłkę. 

- Czas spędzony w którym z klubów najmilej wspominasz – jako piłkarz?

- Nie chcę mówić, że gdzieś było lepiej a gdzie indziej gorzej...mam miłe wspomnienia z pobytu w każdym Klubie.

- Czas spędzony w którym z klubów najmilej wspominasz – jako trener?

- Odpowiem jak w pytaniu powyżej. Pobyt w każdym klubie, który miałem przyjemność prowadzić jako trener – wspominam zawsze bardzo dobrze.

- Kto był Twoim idolem podczas gry w piłkę, osobą na której się wzorowałeś?

- Nie miałem jakiegoś idola podczas gry w piłkę, ale bardzo do gustu przypadła mi gra zawodnika reprezentacji Holandii – środkowego obrońcy Ruuda Krola.

- Które osoby poznane podczas przygody z piłką jako zawodnik i trener, szczególnie wspominasz?

- Trudno powiedzieć, bo to tyle czasu, tylu ludzi przewinęło się wokoło. Nie mam pamięci do nazwisk, jestem wzrokowcem. Jeśli już muszę takowe osoby wskazać to będą to: Trener Andrzej Strejlau, trener Stali Mielec – Zenon Książek oraz Marian Cygan w Hutniku.

- Mecze, które w Twojej pamięci zostały do dziś, te wygrane – jako zawodnik?

- Przez tyle lat było bardzo dużo takich meczów. Jako zawodnik, pozostał mi w pamięci ostatni mecz decydujący o mistrzostwie Polski na terenie Rybnika. Był to mecz wygrany – a , że przygodę z piłką rozpoczynałem właśnie w ROW – wybrałem tamten mecz.

- Mecze, które w Twojej pamięci zostały do dziś, te przegrane – jako zawodnik?

- Na pewno utkwiły mi w pamięci mecze o awans do 1/2 finału obecnej Lgi Europy pomiędzy Stalą Mielec a Hamburgerem SV. Byliśmy bardzo blisko awansu. W Hamburgu zremisowaliśmy 1:1, a u siebie w Mielcu pechowo przegraliśmy 0:1. Hamburg zdobył wtedy Puchar Europy!

- Mecze, które w Twojej pamięci zostały do dziś, te wygrane – jako trener?

- Na pewno te mecze, kiedy moje zespoły awansowały do wyższej klasy rozgrywek, jak też te, kiedy w beznadziejnych sytauacjach ratowały nas przed spadkiem. Zdarzało się, że działacze dzwonili do mnie ze słowami "Panie Edku ratuj!"

- Mecze, które w Twojej pamięci zostały do dziś, te przegrane – jako trener?

- Na pewno spadek Sparty Skrzeszowice z Klasy A do B

- Czy czujesz się jeszcze na siłach by objąć jakiś zespół z Krakowa, jeśli zadzwoniłby ktoś z taką propozycją?

- Na dziś dzień nie podjąłbym się trenowania, gdyby taka sytacja zdarzyła się. Słyszę co chwilę od działaczy, jakie mają trudności w kompletowaniu zespołu. 

- Czego dziś można Ci życzyć?

- W moim wieku zdrowia, czego i Tobie życzę!

- Dziękuję za rozmowę i poświęcony czas.

- Dziękuję również i do zobaczenia na piłkarskim szlaku.


Źródło: Rozmawiał: Sebastian Gratkowski (Gradinho)

Dodano: 2019-03-08 20:35:35


wywiad  Bielewicz 

Komentarze