facebook youtube twitter


Futbol Wyniki Wyślij nam wynik meczu
 

Kawa: Zawsze cechowała mnie duża ambicja!

Kawa: Zawsze cechowała mnie duża ambicja!

Z całego wywiadu dowiecie się Państwo, z kim LKS Niedźwiedź toczył zacięte boje grając na centralnym poziomie w III lidze. Poznacie historię klubu oraz zawodników z ekstraklasową przeszłością, którzy reprezentowali Niedźwiedź.

 

 

Dziś moim rozmówcą jest piłkarz oraz członek zarządu LKS Niedźwiedź- Tomasz Kawa.

- Cześć Tomek. Zaczniemy od tematów stricte piłkarskich. Jeżeli ktoś przed sezonem powiedziałby wam, że po rundzie jesiennej będziecie mieć 19 punktów na koncie, wzięlibyście ten wynik w ciemno? Czy jednak piłkarska ambicja by na to nie pozwoliła?

- Hmm, szczerze? Osobiście, te 19 punktów to dla mnie porażka i myślę, że większość kolegów z drużyny się ze mną zgodzi. Być może cel - 21 punktów, postawiony przez Prezesa był teoretycznie zbyt łatwy do osiągnięcia. Na pewno czujemy spory niedosyt, zwłaszcza, że w ostatnich 7 meczach, aż cztery razy przegrywaliśmy.

-Grudzień to taki czas podsumowań, zarówno w gronie trenerskim jak i piłkarskim. Nie od dziś wiemy, że te oceny mogą się różnić. Jak z perspektywy murawy opiszesz poczynania Niedźwiedzia?

- Pierwsza połowa roku była dla nas fantastyczna, wygraliśmy niemal wszystko, co było do wygrania i w cuglach awansowaliśmy do Klasy Okręgowej. Po krótkim okresie wakacyjnym, przyszło się nam zmierzyć z nową, piątoligową rzeczywistością. Jak się okazało na początku, nowa liga wcale nie wydawała się taka trudna. Cały czas balansowaliśmy w okolicach trzeciego miejsca, urywając punkty bardziej doświadczonym drużynom. Niestety, tak jak wspomniałem wcześniej, końcówka rundy okazała się fatalna, za wyjątkiem derbów z Proszowicami. Zabrakło zdecydowanie pomysłu na grę i świeżości, do tego doszły kontuzje i przemęczenia. Sam borykałem się z kilkoma urazami od początku sezonu. W każdym razie mecze z drużynami z pierwszej trójki, dostarczyły naszym kibicom nie lada emocji. Z liderem - Proszowicami zremisowaliśmy, z Przebojem Wolbrom przegraliśmy nieco pechowo 3:2, grając od 30 minuty w dziesiątkę. Z kolei z trzecią w tabeli Przemszą - zwyciężyliśmy. Tak, więc widać, że naszą drużynę stać na wiele.

- Klasa Okręgowa poziomem sportowym przewyższa zdecydowanie A-klasę? Infrastruktura chyba też jest na wyższym poziomie? Jednak wyjazdy nieco dalsze niż w niższej lidze. 

-Sportowo oczywiście przewyższa, czy zdecydowanie? Myślę, że połowa drużyn z A klasy, spokojnie utrzymałaby się w okręgówce. Nie od dziś wiadomo, że dużo trudniej jest awansować, niż się utrzymać. Jeśli chodzi o infrastrukturę, to fakt, większości przypadków jest to przepaść. Z wyjazdami z kolei, nie ma aż takiej tragedii, w A klasie były podobne odległości. Zdecydowana różnica jest z kolei w sędziowaniu, tutaj poziom jest zauważalny, widać większe zaangażowanie sędziów i ich doświadczenie. Imponują mi sędziowie, którzy podchodzą profesjonalnie do zawodów i dodatkowo potrafią merytorycznie obronić swoje decyzje, nawet, jeśli czasem są one błędne. Na trzynaście meczów, tylko w jednym mieliśmy „dziwne” decyzje sędziowskie, ale nie będę tego roztrząsał, ponieważ finalnie to My wyszliśmy z tamtego pojedynku zwycięsko. 

- Troszkę zmienię optykę naszego wywiadu. Opowiedz jak zaczęła się Twoja przygoda z futbolem?

- Jak niemal każdego dzieciaka, który urodził się w latach 80-tych, poprzez zakochanie się w futbolu podczas Igrzysk w 1992 roku i bieganie po podwórku wykrzykując nazwiska zawodników tamtejszej Reprezentacji. Chociaż to Diego Maradona był moim pierwszym idolem, do dzisiaj zresztą mam do niego sentyment. Pochodzę z okolic Tarnowa, gdzie w latach 90-tych rzadko, który klub posiadał sekcję juniorów, a o trampkarzach można było pomarzyć. Gdy miałem 11 lat, tata zapisał mnie do drużyny juniorów, Tuchovii Tuchów, trenowałem tam z zawodnikami dużo starszymi od siebie. Do dzisiaj pamiętam, że na początku koszulka meczowa sięgała mi niemal do kostek. Seniorzy Tuchovii występowali wtedy na IV lidze (nie było ekstraklasy), więc poziom w klubie był naprawdę wysoki, niestety sporo talentów zostało zmarnowanych. Ale to były inne czasy. Podejrzewam, że 3-4 spokojnie mogło grać w ekstraklasie…

-Jak widać kilka tych klubów w swojej karierze zwiedziłeś, który czas wspominasz najlepiej?

- Karierą bym raczej tego nie nazwał, zwłaszcza, że po skończeniu liceum, przeprowadziłem się do Krakowa i traktowałem piłkę czysto hobbystycznie, w przerwach pomiędzy pracą i studiami. Po przeprowadzce, poszedłem do klubu, który miałem na swoim osiedlu, zapytałem, która to liga i jakie są plany. Był nim B-klasowy Grzegórzecki Kraków. I tak z IV ligi przeszedłem o kilka lig niżej. Nie ukrywam, że był to wspaniały czas, kiedy to piłkę nożną łączyliśmy w drużynie z dobrymi imprezami. Mieliśmy świetną, młodą ekipę, z którą zresztą dość szybko awansowaliśmy do A klasy, tocząc niezwykle zacięte boje z Jutrzenką Giebułtów. Chociaż było to już ponad 10 lat temu, to z większością chłopaków z tamtej mam kontakt, a jeden z nich był nawet świadkiem na moim weselu. Z Grzegórzeckiego trafiłem do… Jutrzenki Giebułtów, skąd miałem propozycje, co pół roku, od prezesa Gątkiewicza. Gdy klub z Grzegórzek zaczął się sypać, zdecydowałem się na transfer. Już w pierwszym sezonie wywalczyliśmy awans do IV ligi, jednak trener Cyniewski bardzo mało na mnie stawiał i zdecydowałem się odejść stamtąd. Kibicuje Jutrzence jednak w dalszym ciągu, zwłaszcza teraz, gdy są w trzeciej lidze, a w klubie dalej są osoby, które dobrze wspominam z boiska i szatni. Po Giebułtowie na długie lata zakotwiczyłem w A klasie, najpierw Strażaku Goszcza, a póżniej w Niedźwiedziu. Oba kluby mocno ze sobą rywalizowały, w Strażaku w pewnym momencie zabrakło szczęścia, który doprowadziłby do sukcesu, w postaci awansu, dlatego też w pewnym momencie wylądowałem w klubie „zza miedzy”, co okazało się dobrym wyborem. Każdy z tych klubów darzę sentymentem, ponieważ w każdym spotkałem mnóstwo pozytywnych ludzi zakręconych na punkcie futbolu, z którymi w dalszym ciągu utrzymuje kontakt i trudno byłoby mi wybrać ten, który wspominam najlepiej.

-Praktycznie każdy piłkarz uprawiający piłkę nożną czy to na poziomie zawodowym czy amatorskim chciałby się, jakoś zapisać się na kartach historii w danym klubie. Tobie przyświeca taki cel? Możesz się pochwalić jakimiś osiągnięciami?

- Sukcesami z pewnością mogę nazwać każdy z wywalczonych awansów, czy to do A klasy, czy też do V i VI ligi. Na pewno w pamięci zostanie pierwsza bramka w seniorach strzelona w Tuchovii w IV lidze w meczu przeciwko Glinikowi Gorlice, kiedy to trener dał mi szansę przy niekorzystnym wyniku, a ja chwile po wejściu na boisko, wbiegłem w pole karne minąłem bramkarza, a ten mnie przewrócił. Sam zabrałem piłkę i z rzutu karnego zdobyłem honorowego gola. Z ciekawostek dodam fakt, że wtedy w drużynie Glinika występowali wtedy Rafał Wisłocki i Jarosław Królewski. W pamięci zostają też te najlepsze mecze, które się rozegrało w życiu. 4 gole w jednym meczu, w tym jeden z przewrotki juniorach Tuchovii z pozycji w lewego obrońcy, to był wyczyn. Pamiętam, że duma mnie rozpierała. Zdarzyły się też 4 gole w Grzegórzeckim Kraków. W Strażaku zdobyłem kilka ładnych goli z rzutów wolnych i chyba najładniejszy w „karierze” z przewrotki z 12 metrów. Gol z poprzedniego sezonu w 89 minucie spotkania, dający bezpośredni awans Niedźwiedziowi, oraz gol w tegorocznych derbach z Proszowianką to też momenty, do których zapewne będę miło wracał pamięcią po latach. W 2019 roku udało się dla Niedźwiedzia, zdobyć w sumie trzy puchary i stworzyć z tego klubu markę rozpoznawalną w futbolu amatorskich w skali całego kraju, co z pewnością jest osobistym sukcesem, z którego jestem dumny.

-Jak trafiłeś do Niedźwiedzia? Ciężko było Cię przekonać, czy szybko podjąłeś decyzję?

- Tak, ciężko. Podchody pode mnie robiono kilka razy, jednak tak jak wspominałem wcześniej. Strażak i LKS toczyły pomiędzy sobą ciężkie boje, dlatego też początkowo nie chciałem przechodzić do Niedźwiedzia. Jednak po kolejnych namowach i faktem, że w LKS, trenerem był poprzedni trener Strażaka Goszcza, a bramkarzem Dominik Nowak, z którym również grałem w Goszczy, sprawiły że zostałem graczem LKS.

-Najważniejszy mecz w Twojej karierze już był, czy dopiero nadchodzi?

Hmm, trudno powiedzieć, mam 33 lata i zawsze cechowała mnie duża ambicja na boisku.  Często wręcz przesadzona, co doprowadzało do urazów. Nawet teraz zmagam się ze  złamanym obojczykiem. Pewnych braków już się nie nadrobi, na pewno trochę żałuję, że po przeprowadzce do Krakowa, nie zdecydowałem się na nieco poważniejsze granie w piłkę, bo podobno potencjał jakiś tam był. Ale nie ma tego złego, w tym momencie numerem jeden jest przede wszystkim rodzina.

-Jesteś w stanie powiedzieć ile spotkań ogólnie zagrałeś w dotychczasowej karierze? Jak wygląda statystka Twoich bramek? Strzelam, że jest ich zdecydowanie mniej niż kartek.

- Jeśli liczyć tylko te mecze ze struktur PZPN to pewnie około 350-400. Do tego dochodzą sparingi, oraz różne ligi amatorskie i turnieje. Jeśli chodzi o bramki, to były czasy, że zdobywałem nawet po 20 w sezonie, teraz z racji innych zadań w drużynie jest ich mniej. Z kartkami jest cały czas za to stabilnie, jednak biorąc pod uwagę ostatnie 15 lat to było ich zdecydowanie mniej niż goli.

-W każdym zgranym teamie, jest ktoś, kto dba o atmosferę w szatni, kto u Was pełni rolę takiego "dobrego ducha”?

- Z pewnością Artur Cieślik, mój kabaretowy idol, ten gość powinien pracować w telewizji!

-Jesteś z tego pokolenia piłkarzy, którzy przed meczem lubią założyć słuchawki na uszy, posłuchać ulubionej piosenki, czy raczej inaczej znajdujesz wyciszenie czy motywację do meczu?

- Słuchawki na uszy niekoniecznie, jednak często głośna muzyka przed meczem pomaga w nakręceniu się. Swego czasu kupiliśmy nawet głośnik do szatni LKS.

-Przybliżymy teraz trochę naszym czytelnikom historię klubu. Niedźwiedź to swego czasu była firma na małopolskiej mapie piłkarskiej. Grał na poziomie centralnym w III lidze, toczył boje z takimi klubami jak Hutnik Kraków, Cracovia, Korona Kielce, Star Starachowice i wiele innych. Zachowały się z tego czasu jakieś pamiątki w klubie?

- Tak z tamtych czasów zachowało się sporo pamiątek z tamtym czasów, a przede wszystkim klubowy relikt - kronika z wycinkami z gazet, coś, co z pewnością jest do pozazdroszczenia dla innych małych klubów. Kawał pięknej historii!

- Mało kto wie pewnie z naszych czytelników, ale w Niedźwiedziu grali też piłkarze, którzy w swoich piłkarskich CV mają występy w Ekstraklasie. Możesz przybliżyć, kto to był?

- Czasy III ligi w Niedźwiedziu pamiętam tylko z „Kroniki Sportowej” w TVP Kraków, jednak wiem, że przez klub przewinęło się mnóstwo świetnych zawodników. Na najwyższym szczeblu rozgrywkowym grali np. Rafał Grodzicki, Dariusz Marzec czy Marcin Juszczyk. Z kilkoma zawodnikami, którzy grali w III lidze, spotkałem się z kolei w innych klubach. Świetny bramkarz Marcin Latos grał w Grzegórzeckim Kraków. Z kolei w Jutrzence Giebułtów grałem z Łukaszem Wołczykiem i Adamem Kroczkiem.

-Klub prowadzi też drużynę rezerw, macie również zespoły juniorskie. A ostatnimi czasy zaczęliście szkolić jeszcze dzieci? Jakie grupy szkolicie? Odzew jest duży?

- Tak mamy drużynę rezerw, która występuje w B klasie, oraz trzy drużyny juniorskie. We wrześniu 2019 założyliśmy nasz najmłodszy zespół, a trenują w nim dzieci, które nie przekroczyły jeszcze 10 roku życia. Jeśli chodzi o tą drużynę to odzew jest naprawdę świetny, widać, że treningi sprawiają dzieciakom frajdę. Rodzice również wydają się zadowoleni, a dzięki wsparciu sponsorów, przed samymi świętami zorganizowaliśmy wewnętrzny miniturniej mikołajkowy, gdzie każdy z chłopców otrzymał upominki od firmy Mag-Krak.

-Piłka amatorska ma ten problem, że coraz ciężej jest namówić do gry młodych chłopaków, którzy mogliby w inny sposób spędzać czas. U Was też występuje ten problem?

Jeśli chodzi o najmłodszych to na razie nie ma tego problemu, schody pojawiają się w najstarszej grupie wiekowej. Tam niestety konkurujemy z nowymi technologiami i nałogami. Gram w Niedźwiedziu już trzeci sezon i niestety żaden junior nie dołączył jeszcze do pierwsze drużyny. I tutaj nie chodzi nawet o to, że są za słabi, zwyczajnie brakuje chęci i ambicji.

-Mniejsze kluby, takie jak właśnie Niedźwiedź, często tworzą tzw. społecznicy, którzy dbają o jego rozwój, spinają wszystko, aby to funkcjonowało na przyzwoitych warunkach. W waszym klubie, taką osobą jest zapewne Prezes Stanisław Gęgotek? Są pewnie też inne osoby, które pomagają klubowi, przez zakup strojów czy inne symboliczne gesty?

-Prezes Stanisław to osoba nieoceniona w klubie, mnóstwo zdrowia kosztowały go te batalie o V ligę, czymś bezcennym było zobaczenie jego radości po upragnionym awansie. Widać było jak kamień nareszcie spadł mu z serca. W klubie „społeczników” nie brakuje. Mnóstwo serducha i czasu prywatnego w to wszystko wkłada Bartek Lichocki, Piotrek Jabłoński, Dominik Łakomy, Jurek Durmała jak i inni. Na przykład zawodnik pierwszej drużyny Sławek Gałkowski doprowadził w 2019 roku boisko do stanu najlepszego od lat, co również było rzeczą niezwykle istotną w drodze po awans.

Bardzo istotna jest oczywiście pomoc finansowa ze strony gminy, bez której nie dałoby się normalnie funkcjonować. A dzięki takim filantropom jak Wojciech Rosół z firmy Pol-Met i Marcin Broda z Brod-Bud, co jakiś czas udaje się przeprowadzać niezwykle kosztowne remonty w klubie, oraz zakupić sprzęt sportowy. Wspierających jest oczywiście więcej i trudno byłoby tu każdego wymienić z osobna. Są również osoby, którym zwyczajnie spodobało się to co robimy, i co jakiś czas nas wspierają np. poprzez zakup dresów, czy bramek, a chcą być anonimowe. Z tej strony pozdrawiam Pana Marcina.

-Czujecie taką więź z okolicznymi mieszkańcami, czy raczej "zagrać mecz i do domu”?

-Oczywiście! Gdy przychodziłem do Niedźwiedzia trzy lata temu, to na meczu pojawiała się garstka osób, z kolei w 2019 roku frekwencja na stadionie, była chyba największa od lat. Cieszy to, wspólne świętowanie awansu z miejscowymi kibicami to piękne wspomnienia.
Osobiście cieszę się, jeśli ktoś z kibiców podejdzie po meczu i w sposób merytoryczny potrafi przekazać krytyczne uwagi.

-Powiedz proszę, czym jako członek zarządu się zajmujesz, co należy do Twoich obowiązków? Które dziedziny życia klubu są Ci najbliższe?

- W zarządzie jestem od stycznia 2019 i zajmuje się „marketingową” stroną klubu. Prowadzę jego media społecznościowe i staram się utrzymywać dobre relacje z dużymi firmami które wspierają piłkę amatorską, mam tu na myśli forBet i R-gol. Ostatnio obie firmy wspomogły nas koszulkami treningowymi.

-Według Ciebie, co jest problemem, że kibice tak licznie nie przychodzą na stadion? Wasza średnia frekwencja kręci się pewnie w granicach 100-150 osób. Jednak po tak długim pobycie w A-klasie można było zakładać, że długo wyczekiwana zmiana rywali i ich większa atrakcyjność przyciągnie na trybuny więcej osób.

- Tak jak mówiłem wcześniej, ten rok i tak chyba był rekordowy, jeśli chodzi o frekwencję na stadionie. Wierzymy, że w kolejnych latach ta frekwencja będzie wzrastać. Mam kilka pomysłów, które być może pomogą ją zwiększyć.

-Jako członek zarządu możesz zdradzić o ile masz taką wiedzę, jak to jest z tymi sponsorami w niższych ligach. Ciężko ich przekonać, że warto wspomagać mniejsze kluby? Chyba łatwo można się odbić od ściany w takich przypadkach?

-Niestety, o sponsorów bardzo trudno. Chociaż wcześniej wymieniłem kilka osób, które nas wspierają, to przeważnie są to osoby, z którymi relacje były budowane przez długi czas. Raczej nie zdarza się, aby wejść do kogoś z ulicy, a ta osoba czeka na nas z otwartymi rękami i pełnymi kieszeniami.

-A jak wygląda wasza współpraca z firmą Intersnack (dawny Felix z siedzibą w Niedźwiedziu), wydawać by się mogło, że naturalnym powinno być wsparcie. Klub i wielka firma w jednej małej wsi powinny żyć w symbiozie?

-Nie ukrywam, że żałuję, że pomoc z Intersnacka jest symboliczna (ostatnio zakup strojów dla dzieciaków). Jest to międzynarodowa firma i ma nieco inne priorytety niż mały Niedźwiedź. Chociaż aż się prosi o jakąś kooperacje. Felixa promują Wiewiórki, dlaczego więc nie dołączyć do ich grona postaci Niedźwiedzia?

-Rozwój infrastrukturalny jest nieodłączną częścią budowania drużyny na poziomie wyższym niż A-klasa. W najbliższym czasie będziecie czynić jakieś kroki np. odnawiając ogrodzenie?

- Remonty na stadionie odbywają się na bieżąco, w 2019 roku wymieniliśmy między innymi bramki, poszerzyliśmy boisko, poprawiliśmy pola bramkowe, no i przede wszystkim powstałą nowa świetlica. W 2020 roku planowany jest remont leciwych już szatni. Niemal w każdym miesiącu coś się poprawia, remontuje.

-Dość prężnie działacie w mediach społecznościowych. Jest o Was głośno. Bierzecie udział w wielu konkursach, turniejach. Na waszym meczu jeszcze w A-klasie pojawił się współwłaściciel Wisły Kraków- Jarosław Królewski. To przyciąga ludzi, zainteresowanie mediów? Czy nie odczuliście jakiś wielkich zmian?

-Tak, w pewnym momencie zainteresowanie „mediów” było dość duże. Media społecznościowe pomagając zaistnieć w skali ogólnopolskiej, o czym od lat sam staram się przekonywać osoby związane z piłką amatorską. Samo powstanie odrębnego departamentu PZPN Grassroots i ich mediów społecznościowych mówi samo za siebie, to również nam pomaga. Ekipa z Warszawy wykonuje kawał dobrej roboty, zresztą na jednym z meczów gościliśmy ich przedstawiciela - Szymona Tomasika, dzięki czemu znaleźliśmy w specjalnym albumie z okazji 100-lecia PZPN. Dzięki działaniom w mediach społecznościowym LKS Niedźwiedź jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych klubów z niższych lig w Polsce, co uważam że duży sukces.

-Dziękuje bardzo za wywiad i przybliżenie naszym czytelnikom funkcjonowania klubu. Kto wie, może przyszły sponsor, lub piłkarscy obserwatorzy pojawią się na wiosnę na waszym stadionie. Czego wam życzę!

Podziękowania należą się również Tobie Michał! Relacje z meczów na futmal.pl to duże wsparcie dla naszego klubu. W 2019 rok udokumentowałeś nasze największe sukcesy, za co jesteśmy Ci bardzo wdzięczni.

Źródło: Michał Natkaniec

Dodano: 2020-01-13 14:06:09


Zobacz też: Klasa Okręgowa (Kraków I)

Niedźwiedź 

Komentarze


I Liga Futsalu, gr. południowa

Profisport Wrocław
5:8
BSF Bochnia
26.01.2020
15:30
Futsal Nowiny
6:2
GKS Futsal Tychy
26.01.2020
18:45
Sośnica Gliwice
3:4
GKS Komprachcice
26.01.2020
17:00

II Liga Futsalu, gr. małopolsko-świętokrzyska

AZS UEK Kraków
4:2
BSF Busko Zdrój
26.01.2020
17:00